| | Comments

Wolna sobota, to luby porwał mnie na sushi. To, że pierwsze moje skojarzenia były takie jak oddech rybi czy rzucie glona, nie przeszkadzało. Zgodziłam się chętnie. Zresztą, na randkę z Nim to zawsze, nawet jak na początku naszej znajomości zabierał mnie na cmentarz, szłam z wielką chęcią (zaznaczę, że nie chadzaliśmy tam kopać). Znaleźliśmy restaurację, gdzie bez tłumów, z miłą obsługą, pod parasolem, skonsumowaliśmy nasze pierwsze sushi. Pałeczki poszły w ruch, i tak ja pochłonęłam futomaki z pieczonym łososiem, a że luby nie lubi łososia, zamienił go sobie na krewetki. Nasze zamówienie pięknie prezentowało się na desce, gdzie podano Nam również marynowany imbir i kapkę chrzanu wasabi. Coraz bardziej podoba mi się kuchnia japońska :)

  • Ja bym imbir to z chęcią podkradła ;)

    • Mi również zasmakował, choć na początku mówiłam lubemu, że to chyba jakąś kapustę przynieśli :)

  • ja swoje pierwsze sushi zjadłam w szpitalu, jednak okoliczności nie wpłynęły na jego smak i bardzo mi smakowało :)

    • Szpital serwował? Czy może ktoś Ci przemycił? Miła odmiana by była, jak by serwowali takie danie zamiast parówki ;)

  • ale mi narobiłaś smaku! najpiękniejsze chwile kojarzą mi się właśnie z sushi… spróbuj kiedyś zrobić samodzielnie – super zabawa :D
    pozdrawiam

    • Teraz to koniecznie będę musiała sama je przyrządzić ;)

  • ależ to pięknie wygląda! nigdy nie próbowałam sushi, i tak próbuję się zebrać… i nic! pewnie będę trochę niepewna, ale z łososiem to chętnie bym spróbowała, na pierwszy raz jak znalazł :) aż mam ochotę wyrwać je z tych zdjęć! :D

    • Koniecznie jak tylko będziesz miała okazję, spróbuj! Z łososiem było wyborne, do tego jeszcze sezam, pycha :)

  • Fajnie, że przy pierwszym podejściu sushi Tobie zasmakowało, bo pamiętam, że ja miałam mieszane odczucia, gdy wybrałam się na nie po raz pierwszy ;) Z każdą kolejną okazję smakowało mi jednak coraz bardziej, a obecnie je uwielbiam! :)
    Ciekawe, co byś powiedziała na sushi w Japonii, bo jak się być może domyślasz, to „oryginalne” niewiele ma wspólnego z tym serwowanym np. w Polsce – jest dużo świeższe, różnorodne i oczywiście smaczniejsze…

    • Postawiłam na łososia, więc wiedziałam, że mi zasmakuje :) Teraz mogę próbować innych mi nie znanych. A sushi prosto z Japonii? Gdyby tylko przyjmowali zamówienia na „dłuższe” dystansy, skusiłabym się bez wahania ;)

  • ja podchodzę do sushi bardzo, bardzo ostrożnie i póki co, próbowałam tylko te bez surowej ryby w środku :D te z Twoich zdjęć wyglądają pysznie :)

    • Również jeszcze nie skusiłam się na surową (w obawie, by nie wypluć na talerz z okrzykiem „fuj!”:D) ale jeszcze będzie okazja, bo aż mnie kusi :)