| | Comments

Znalezienie pasji nie jest proste. A co dopiero, kiedy człowiek musi zmierzyć się z bólem, ciągłymi wizytami w szpitalach i brakiem diagnozy. Jak wówczas zaakceptować koniec dotychczasowego życia? Co sprawiło, że mimo przeciwności Martyna podjęła decyzję o założeniu bloga?

Warto poznać historię Martyny, nie tylko ze względu na trudności z jakimi się zmierzyła. Jej blog to unikalna mieszanka miłości do natury i kosmetyków. Zapraszam do kolejnej części dialogów, gdzie poznacie autorkę Naturalnie i zdrowo. Bloga, który naturalnie inspiruje :)

 

#dialogi z Martyną z bloga Naturalnie i zdrowo

 

Wspominałaś na blogu, że przez dwa lata musiałaś poruszać się na wózku. Sama nie mogę sobie wyobrazić jak musi to być ciężkie i jak człowiek jest zmuszony do pewnych ograniczeń. I przy tych ograniczeniach zostając – co sprawiało Ci największe trudności, a do czego udało się przyzwyczaić?

Moja choroba rozpoczęła się nagle w marcu 2014 roku. Przez prawie rok ograniczałam chodzenie, często musiałam korzystać z kul i już wtedy walczyłam z bólem. W końcu wygrała ze mną bitwę o chodzenie w lutym 2015 roku. Ostatecznie udało mi się wygrać tę wojnę pod koniec kwietnia 2017 roku, więc praktycznie mówimy tu nawet o ponad 3 latach choroby i ponad 2 latach na wózku.

Największą trudnością było pogodzenie się z faktem, że moje dawne życie dobiegło końca. Byłam więźniem własnego ciała, bólu i co się z tym wiąże – byłam całkowicie zależna od innych. Brak samodzielności, częste pobyty w szpitalu, niekończące się badania i brak konkretnej diagnozy dodatkowo mnie przytłaczały. Kiedy ma się 24 lata, chce się żyć normalnie, czyli uczyć, pracować, spotykać ze znajomymi, zwiedzać świat… Los jednak napisał mi w tamtym momencie inny scenariusz. 

 

Czy poruszając się w przestrzeni miejskiej czułaś, że nie jest ona przystosowana do Twoich potrzeb?

Oczywiście. Bez diagnozy nie było mowy o dofinansowaniu na wózek, więc musiałam kupić go sobie sama. Jeździłam na typowym wózku szpitalnym, którym nie powinno się wyjeżdżać na zewnątrz. Jakimś cudem przetrwał te dwa lata, ale nie było mowy żebym mogła kiedykolwiek wyjść sama. Wysokie krawężniki czy nierówne płyty chodnikowe mogłam pokonać tylko z pomocą drugiej osoby. Poza tym pchanie wózka rękami wymaga dużej siły w rękach. Zwykle co 5 minut musiałam robić sobie przerwy. 

 

Jak sama pisałaś, wózek w końcu został odstawiony na strych. Co pomogło Ci wrócić do formy?

Ostatni pobyt w szpitalu, kiedy wreszcie dostałam trafione leki, żmudna rehabilitacja i nadzieja. Ona nigdy nie wygasła. 

 

Jak radziłaś sobie z przeciwnościami w czasie rehabilitacji? Czy miałaś momenty kryzysu? Jeśli tak to co wtedy podtrzymywało Cię na duchu? 

Miałam mnóstwo momentów kryzysowych. Każdy z moich stawów przechodził swoje okresy bólu, nie wspomnę już o ciągłym bólu odbudowywanych mięśni. Aby postawić się do pionu, musiałam używać gorsetu, który udawał mięśnie. Na problemy z równowagą i brakiem odpowiedniej siły mięśniowej rehabilitantka obklejała mnie dosłownie całą plastrami. Na kolana ukręcałam sobie maść żywokostową, która pozwoliła mi przetrwać i szybko się regenerować. Motywował mnie mój narzeczony i sama chciałam jak najszybciej zacząć chodzić. 

 

Fascynuje mnie tematyka Twojego bloga. Jest dość unikalna wśród rzeczy, które czytam. Co skłoniło Cię do pisania? 

Byłam chora i poza badaniami i leżeniem w łóżku miałam mnóstwo wolnego czasu. Nie mogłam już realizować się jak dawniej, dlatego znalazłam sobie nową pasję, która nie wymagała ode mnie sprawności ruchowej. Zawsze lubiłam pisać, interesowały mnie zioła, robiłam pierwsze kosmetyki, więc postanowiłam podzielić się z tym z innymi.

 

Stworzyłaś takie miejsce w sieci, w którym podsuwasz mnóstwo pomysłów na korzystanie z dóbr natury. Inspirujesz do tworzenia samodzielnych kosmetyków, jak np. z wykorzystaniem aloesu. Skąd zainteresowanie do takiej tematyki? 

Mając mnóstwo wolnego czasu, sama nawet nie wiem jak, ale znalazłam w internecie informacje na temat szkodliwości współczesnych kosmetyków. Moja dociekliwość w tym temacie spowodowała, że znalazłam całe mnóstwo badań, wyszkoliłam się z masy związków chemicznych i zrozumiałam, że to co mam w łazience zwyczajnie mi szkodzi. Wyrzuciłam wszystkie kosmetyki z łazienki i musiałam je czymś zastąpić. Na szczęście w domu miałam sporo ziół i to z nimi zaczęłam całą tę przygodę. Do dzisiaj rośliny zajmują pierwsze miejsce w moich kosmetykach. 

 

Dla osoby, która dopiero zaczyna się interesować tematem naturalnych kosmetyków i chciałaby sama zacząć je robić, to co byś podpowiedziała na sam początek? Co według Ciebie jest w miarę łatwe w przygotowaniu? 

Na początek polecam zagłębić się w blogi, na których można znaleźć proste przepisy. Na swoim blogu zazwyczaj polecałam początkującym tworzenie peelingów, bo cóż trudnego w zmieszaniu soli ze skórką pomarańczową, cynamonem i dodaniem paru kropli olejku pomarańczowego?

Proste będzie także stworzenie domowej maseczki na bazie glinki, wody kwiatowej i paru kropli olejku. Na początek można kombinować z przyprawami i ziołami, a z czasem można się zaopatrzyć w nowe surowce. Dużym plusem jest przybywająca z roku na rok ilość hurtowni z surowcami kosmetycznymi. Można przebierać w naturalnych olejach i masłach, witaminach, ekstraktach, wyciągach… Ale porządne zakupy warto zrobić dopiero wtedy, kiedy rzeczywiście trochę się podszkoli i połknie bakcyla.

 

 

Temat leśnych wędrówek nie jest Ci obcy. Zauważyłam, że podobnie jak ja lubisz wolny czas spędzać w lesie. Co Cię tam przyciąga?

Zawsze lubiłam las, ale kiedy zamieszkałam w dużym mieście, na chwilę zgubiłam w sobie tego leśnego ducha. Przez chorobę miałam ograniczony kontakt z naturą, więc kiedy ostatecznie wróciłam do sprawności, ponownie zakochałam się w lesie i teraz jak najwięcej czasu spędzam na łonie natury. Do lasu przyciąga mnie cisza i spokój. Fascynuje mnie ten zielony świat: duże drzewa, paprocie, grzyby, leśne zwierzęta. Uwielbiam chodzić boso po mchu i relaksuje mnie morze zieleni. Zachwycam się lasem jesienią, kiedy jest w nim tyle kolorów i jesiennych skarbów. Bardzo lubię las na początku wiosny, kiedy wszystko budzi się w nim do życia. A może raczej, kiedy zaczynają się pojawiać pierwsze zawilce. Bo las przez cały rok pozostaje żywy.

Ostatnie pytanie mam w nieco innym klimacie, ale bardzo lubię je zadawać. Mamy coraz dłuższe wieczory, liście lecą z drzew, co polecisz do pooglądania? Masz ulubiony serial/film, do którego wracasz na jesień?  

Jesienią bardzo lubię spędzać długie wieczory z kubkiem ziołowego naparu i dobrym serialem albo książką. Co roku jesienią znajduję czas na obejrzenie kolejnego sezonu ‚Lepiej zadzwoń do Saula’, czyli serialu opowiadającym o pozytywnym prawniku Jamesie McGill, który często wpada w kłopoty, a wtedy wszystkie chwyty są dla niego dozwolone. W tym roku dodatkowo wciągnął mnie jeszcze serial ‚Safe’, którego jednym z twórców był sam Harlan Coben – znany autor kryminałów. 

Martyna! Ogromnie się ciszę, że zgodziłaś się na wywiad i bardzo dziękuję za poświęcony czas :)

 

Naturalnie i zdrowo to miejsce, w którym odkryjesz moc ziół czy pobliskich kwiatów z łąki. Wszystko kręci się wokół natury. Żadne plecenie wianków z kwiatów, a konkrety płynące z ich właściwości. Jeśli lubisz spacery i leśne wędrówki, to koniecznie zajrzyj do Martyny. Podpowie z jakimi dobrymi zbiorami można wrócić z takich wycieczek.

Podobne

Nazywam się Marcelina i mieszkam na chwilę obecną we Wrocławiu. Blog Pink Envelope to miejsce, w którym odkryłam swoją pasję, a jest nią fotografia. Aparat noszę zawsze ze sobą. A prywatnie to staram się z umiarem oglądać seriale. Czytam kryminały i thrillery. Uwielbiam sernik, nawet taki z rodzynkami. Na nerwy pomaga mi bieganie. Fajnie, że tutaj trafiłaś i mam nadzieję, że zostaniesz na dłużej.