Karpacz wyjazd na weekend

Zostawiłam wszystko i pojechałam w góry! Weekend w Karpaczu

Tak! Zostawiłam wszystko i pojechałam do Karpacza, ale tylko na weekend ;) Wiem, też chciałabym pojawić się na więcej dni. W tak krótkim czasie zobaczyliśmy zaledwie garstkę tego, co ma do zaoferowania ten rejon.

Weekend w Karpaczu, no to jedziemy!

Jakiś czas temu rozpisałam swoją listę, co chciałabym robić w to lato. Pojawił się pomysł wyjazdu na weekend. W sumie to rzadko kiedy wyjeżdżamy na krótkie wycieczki, bo zazwyczaj mam wrażenie, że tylko śpię i jem. Jednak udało się i pierwszy kierunek na jaki postawiliśmy był Karpacz. Nastawiłam się, że z tej krótkiej podróży wyciśniemy ile się da.

Ciągnie człowieka do lasu!

Tęskniłam za lasem! Za takim porządnym, z mchem, ukochaną paprocią i ciszą. Z tą ciszą bywało różnie. Chyba tylko ja nie spodziewałam się, że w Karpaczu są takie tłumy. Wiem, miejsce jest turystyczne, ale mocno się zdziwiłam z tej pielgrzymki maszerującej na Śnieżkę. Staraliśmy się wybierać szlaki, na których będzie jak najmniej krzykaczy i marudzących dzieci. Jesteśmy na samym początku trasy, a co kilka metrów mijamy rodziny i słychać jeden tekst „już mi się nie chce iść”. Dzieciaki uwieszone na ręce jednego z rodziców, ze wzrokiem wbitym w ziemię. Dorosły zaś z wyrazem twarzy typu „Życie to ciąg nieprzemyślanych decyzji”.  Biegiem ich wymijałam z obawy, że jedna z tych lepkich rączek uczepi się mnie.

Ale swoje przeszliśmy

Nic tak człowieka nie napawa dumą jak podsumowujące trasę kilometry i spalone kalorie na Endomondo. Skąd moi rodzice brali satysfakcje z chodzenia po górach (bez tej aplikacji) nie odgadnę. Ja czułam się na tyle dumna, że bez wahania zamówiłam na obiad porządną porcję placka po węgiersku, pływającego w sosie gęstym jak bagno. I jeszcze na bogato osypanym parmezanem. I tak, ledwo się po nim ruszałam.

Pewnie, że jeszcze tutaj przyjedziemy!

Tłumy mnie nieco przeraziły. Cała ta piekielna (główna) ulica jak z Las Karpacz Vegas z ciupagami zamiast tancerek. To oczywiście wszystko nieważne, kiedy wspinając się do góry możesz obrócić się i popatrzeć na krajobraz. Robiłam to dość często, bo nie mogłam uwierzyć, że widoki są takie piękne. Byłam po tych dwóch dniach padnięta, że miałam nogi jak z waty. Świetne jest to uczucie, kiedy można pogapić się góry i w sumie to o niczym nie myśleć. Wszystkie problemy stają się jakoś tak mniej ważne.

I chwalić się kto z Was był w Karpaczu? Jakie miałyście wrażenia?

15 komentarzy do wpisu „Zostawiłam wszystko i pojechałam w góry! Weekend w Karpaczu”

  1. No i dobrze zrobiłaś :) tak trzymać :) wycieczka bardzo piękna i super wpis, dla mnie bardzo przydatny bo nigdy tam nie byłam a planuję :) poproszę o więcej takich wypadów :)

    Odpowiedz
  2. Nigdy nie byłam w Karpaczu! Zawsze na krótsze wypady w góry wybieram bliższe Krakowowi okolice. Ale już od jakiegoś czasu mam ogromną ochotę na odwiedzenie górskich okolic Dolnego Śląska. Tylko wtedy chciałabym, żeby to był jakiś dłuższy wypad :) Cudnie się patrzy na te górskie widoki. Chociaż ten tłum trochę przeraża :D

    Odpowiedz
    • Pewnie mniej ludzi jest po sezonie np. teraz, bo zaraz to sezon zimowy się zacznie. Już też wiem na przyszłość, by iść w góry rano, a najlepiej wczesnym porankiem. Zawsze to mniej ludzi się spotka na szlaku :)

      Odpowiedz
  3. W tym roku udało mi się urwać na 2 weekendy na lubelszczyznę i bardzo mi się spodobało. To niby tylko 2 dni, a jednak w poniedziałek człowiek idzie do pracy wypoczęty, jak po co najmniej tygodniowym urlopie :) A już weekend w górach to marzenie! Choć rzeczywiście nadmiar dzieciarni może skutecznie popsuć odpoczynek.

    Odpowiedz
  4. Byłam 2 razy i za każdym nieodmiennie zachwycałam się widokami. Tłumy nieprzebrane, a najbardziej żal mi było takich malusich dzieci, które siłą ciągnęli w góry zbyt chyba ambitni rodzice. Nawet niemowlaki!

    A co mnie zaskoczyło? Że w Karpaczu jest albo ostro pod górę, albo ostro z góry, zwiedzać to miasto jest ciężko ;) Na Śnieżce nie byłam, nie mam takiej kondycji, najdalej doszłam do Samotni ;)))
    Jestem urzeczona tymi zielonymi górami i w ogóle Dolnym Śląskiem, polecam Ci wyprawę szlakiem starych zamków (np. Chojnik, szczególnie jeśli wybierzecie wejście strome, po skałach, a nie ścieżką, zamek Bolków i wiele innych). A tak w ogóle to rejony Karpacza i Jeleniej Góry to dawne wulkany, magia po prostu :) Aaaa, no i wizyta w Miedziance to też przeżycie. Jeszcze tam wrócę :)

    Odpowiedz
    • Kasiu dziękować na info! Mi nogi odmówiły posłuszeństwa przy schodzeniu. Ciągnęły się za mną, byle tylko dojść do hotelu.
      Zadyszkę zaś nie raz złapałam, jeszcze w pełnym słońcu nie było nigdzie schronienia, to czasem pędziliśmy dalej by w końcu usiąść pod jakimś drzewem :)

      Odpowiedz

Dodaj komentarz